Archiwum

2077 – oj, dłuuuga przerwa…

…w blogowaniu.

To daje mi do zrozumienia, że trzeba trochę się czasowo przetasować, żeby ogarnąć zaniedbane aktywności :).

Odgrzebałam archiwum z Misią :)

 

Miś at Donegal Pub / teracotta.pl

 

Miś at Donegal Pub / teracotta.pl

 

Prawda, że rude poprawia humor?

Jutro po pracy kierunek Warszawa. Zmiana klimatu się nada, bo jakaś taka irytacja mnie dziś dopadła.

2076 – trzy…. czteeeee… ry!

Oj, jak dawno mnie tu nie było.

Czas leci coraz szybciej :)

Dzisiaj moje kolejne urodziny. Dożyłam, kolagen nie puszcza, świętuję od wczoraj, równo z początkiem urlopu :)

Wkrótce, mam nadzieję, nadrobię zaległości blogowe.
Wszystkich Czytaczy, którzy jeszcze o mnie pamiętają – serdecznie pozdrawiam :)

2075 – whiskey in the…

www.teracotta.pl | sesja marty

2074 – kolejna migawka z rudością :)

www.teracotta.pl sesja marty

2073 – rozmarzona…

2072 – świąteczne klimaty

Jakież te święta lajtowe :)

Sobota: w pracy do 14. Po pracy piwo ze znajomymi we Wrzeszczu. Tylko gdzie?

Obeszliśmy wkoło, wszystko zamknięte. Pętla zakończyła się przy Scruffy’m :)

Otwarte. Pierwsze wrażenie, że drogo tu zawsze było, szybko minęło – do 17. piwo za niecałego piątaka, tego się nie spodziewaliśmy.

Tak więc piwko, ja obiadek – musiałam zjeść coś, co nie było marchewkową muffinką ;)

W domku Big Bang Theory.

Niedziela: zapowiedziałam się na śniadanie, profilaktycznie jednak nie ustalając godziny. Wyspana, zrelaksowana, dotarłam do domu rodzinnego o… 11:30. Spodziewałam się małego wykładu, a tu… nic. Dostałam śniadanie, żurek, kiełbaskę. Normalne rozmowy, kawa, ciasto, żarty. Żadnych żali, docinków.

Ja przygotowałam zupę miso i kurczaka z warzywami po chińsku. Mama wypalała w tym czasie woka, którego kupiła wcześniej. W ramach rewanżu dostałam ukochane zraziki z buraczkami. Wszyscy zadowoleni, najedzeni po uszy.

Godzina 17., zbieramy się. Znów na spokojnie, bez wymówek, że krótko. Wystarczająco. Wałówka zapakowana, doturlałyśmy się do autobusów.

Krótka drzemka w planie, bo wieczorem kameralne spotkanie towarzyskie przy soku z gumijagód (wódka + sok pomarańczowy + sok porzeczkowy + ew. kropelka nektaru bananowego). Posiedziałyśmy do 3. rano, przy ACDC, w strojach mało formalnych.

Dzisiaj, Lany Poniedziałek: pobudka zarządzona przez koty o 8. Wiadomo – jeść! Słońce za oknem. Eh, no można pospać. Śniadanie w łóżku (kawa, sernik i czekoladowy zając), książeczka. Perfect.

Tu dwa zdjęcia Miśki obrobiłam, tu obejrzałam głupi filmik, doczytałam artykuł. Uchylone drzwi na taras, szczebiot ptaków, słońce i koty w słońcu pełzające. Inka korzenna, żeby już n-tej kawy nie spijać.

Takie święta to ja lubię. Przydałoby się jeszcze trochę aktywności, ale… nie było komu za kłaki wyciągnąć. :)

2071 – Wielkanoc

2070 – Miszon jest cudny :)

Pełna galeria z sesji Miszonka będzie tutaj.

2068 – Miszon impossible :)