Archiwum

Zapraszam na nowego bloga

www.teracotta.pl/blog

Tam jestem od jakiegoś czasu. W międzyczasie udało mi się napisać powieść w ramach NaNoWriMo i dokonać kilku zmian w moim życiu :)

 

Zapraszam, jeśli macie mnie polinkowaną – zmieńcie adres :)

A jakbyście myśleli o własnym blogu na własnym serwerze i domenie – polecam Hekkonet.

Nadal mnie tu nie ma :)

www.teracotta.pl/blog :)
zapraszam :)

Profity nowej lokalizacji

Jak już wiadomo – przeniosłam się na własny serwer i domenę.

 

www.teracotta.pl/blog

 

Blog dalej na wordpressie, bo WP lubię bardzo, ale wersja pełna, nieokrojona. Całkowicie edytowalna, z pierdyliardem edytowalnych szablonów. Z działającą wtyczką Aksimet, która niczym kafar na bramce dokonuje precyzyjnej selekcji komentarzy, eliminując spam. Koniec walki z kilkudziesięcioma, w porywach do ponad stu spamerskich komentarzy!

W pełni zadowolona. Wreszcie. Wszystko działa.

Co więcej – nie muszę ZATWIERDZAĆ I MODEROWAĆ WŁASNYCH KOMENTARZY, PISANYCH GDY JESTEM ZALOGOWANA. Zero problemu z androidową aplikacją wordpressa, dzięki czemu w każdej chwili mogę coś napisać, zatwierdzić komentarz i odpisać na niego :)

Blog.pl wiele obiecywał, piał o WordPressie jak kwoka tuż przed zniesieniem jajka. Niestety to, co dostarczył użytkownikom, to resztki z pańskiego stołu. Rozumiem, że danie użytkownikom wolnej ręki w doborze wtyczek mogłoby rodzić pewne problemy, ale m.in. we wtyczkach kryje się pełna funkcjonalność i radość korzystania z WordPressa czy innych CMS’ów.

Wprowadzenie WordPressa w obecnej formie przez blog.pl, to klasyczna niedźwiedzia przysługa dla użytkowników.

Wszystkim niezadowolonym polecam założenie konta na platformie wordpress i przetestowanie jej możliwości. A, jeśli znielubiliście wordpressa w formie, jakiej jest na blog.pl to wyjaśniam – to, co obecnie używacie, to namiastka możliwości. Nawet nie nazwę tego próbką, testerem, bo próbki się przygotowuje tak, żeby zachęcały. WordPress na blog.pl jest odpowiednikiem ampułki z amoniakiem. Odrzuca, ale jednocześnie otrzeźwia.

A jeśli szkoda  adresu (mi szkoda) – róbcie przekierowania na nowe miejsce. Raz na pół roku notka na starym, z adresem nowego bloga. Wilk syty, i owca cała.

A, i jeszcze jedno – żadnych wyskakujących w nagłówkach i stopkach bannerów i reklam!!! Reklamuję kilka usług, które:

a) nie przytłaczają treści bloga (umieszczone na dole strony)

b) przynoszą mi realne korzyści (nie jak w przypadku AdTaily, które przy wypłatach wynagrodzenia obcinało jego znaczną część, za niejasne naruszenia regulaminu, jednocześnie nie dostarczając blogerom ŻADNYCH dowodów na to, że faktycznie było naruszenie).

Nie są to jakieś wielkie profity, ale jeśli macie wysłać kuriera, kupić w dobrej cenie serwer/domenę czy szukacie dobrej księgowości internetowej to możecie zrobić to przez udostępnione na nowym blogu bannery – Wy dalej zapłacicie normalną stawkę, a ja dostanę profit za polecenie, na kocie kabanosy z Lidla. Jak sobie założycie Dropboxa przez link ode mnie – będę miała 250 MB więcej na przechowywanie kocich zdjęć z komórki :)

Koniec świata?

WIĘCEJ MEMÓW KAZIKOWYCH?

WWW.TERACOTTA.PL/BLOG

Nowe posty!

Nowe posty powstają, w nowej lokalizacji. Zapraszam serdecznie.

 

www.teracotta.pl/blog

terefere*

NOWA LOKALIZACJA

TERACOTTA.PL/BLOG

 

Się w końcu ogarnęłam.

Blog ma nowe miejsce w sieci. Na własnym serwerze i domenie. Szyk części składowych adresu tylko trochę się zmienił :) Łatwo zapamiętać.
Dodatkowo szablon  przyjazny ekranom smartfonów, a ja mam możliwość dodawania notki prosto z telefonu.

Wussup! Tak, specjalnie znowu znaczę, aby powiadomić.

Kilka ostatnich wpisów już przeniosłam, resztę systematycznie, bez pośpiechu.

:)

Zapraszam do czytania. Przy porannej kawce i bez kawki, kiedykolwiek.

 

PS. Tytuł posta jest inny, ale blog.pl uparł się, żeby pokazywać AUTOMATYCZNIE ZAPISANY SZKIC. Niech będzie. Jeszcze jeden powód do wypieprzania stąd.

Wpisy przeniesione usuwam, wystarczy chyba link z tego posta :)

Wpisy pozostawiane oznaczam w tytule gwiazdką.

Część na pewno poleci w kosmos, bo składały się wyłącznie z obrazów, które wykróliczyły się z darmowego serwera.

Koniec AdTaily!*

Od kilku dni, jeśli ktoś tu wchodził, można zauważyć, że zniknęły reklamy z panelu bocznego.

Ucieszona, że udało mi się zebrać stówkę (grudzień, święta itp.), zleciłam jej wypłatę.

Jakież było zdziwienie, gdy na moje konto paypal wpłynęło niecałe 70 zł.

W panelu AdTaily – lakoniczne info, że reszta środków została zaliczona na poczet kary za naruszenie regulaminu.
Nic więcej. A chciałabym wiedzieć, cóż tak złego zrobiłam, dokładnie; jakiś feedback.

Wklepałam „AdTaily wypłaty” w googla i… lawina ruszyła. Kwiatek na kwiatku, a pod spodem gó..no.

Wcześniej coś się tam o uszy obijało, ale z wcześniejszymi wypłatami nigdy nie było problemu, przychodziły w całości, więc uznawałam je za wyjątki.

Tak więc – łot da fak?

Mail. Odpowiedź. Że klikałam.

Ano klikałam, jak chyba każdy tzw. Wydawca. Bo a – chcę wiedzieć, czego dotyczy oferta; b – reklama mnie zainteresowała (to chyba mogę skorzystać, co?) c – tak na pewno chciałam się wzbogacić o 12 groszy (sarkazm).

Jako, że zliczane są unikalne kliknięcia, to mogłabym klikać pięćset razy, a i tak liczy się tylko pierwszy.

Tłumaczenie było równie zawiłe jak w innych przypadkach, opisywanych dokładnie u Zazie.

Nie będę się powtarzać, bo Zazie już dobrego case’a wysmażyła.

Jako, że z koniem kopać się nie zamierzam, to była krótka piłka – prośba o natychmiastowe usunięcie konta i zakończenie współpracy.

Czikro, bardzo czikro.

Bo primo - wcześniej nigdy nikt nie przypierdzielał się, że kliknęłam, wypłaty były realizowane bezproblemowo.

Jak widać apetyt rośnie w miarę jedzenia, regulamin skonstruowany tak, że można biednego blogera jeszcze z kawałka skórki obedrzeć, potem zawsze się można zasłonić stwierdzeniem, że szczegółowe statystyki dostępne są na żądanie właściwych organów. No, moi mili, jeśli bloger, jakby nie było Wasz partner biznesowy, statystyk i algorytmów poznać nie może, ani się do nich ustosunkować, to zdecydowanie nie jest to układ win-win. To tak jak wystawić uczniowi pałę ze sprawdzianu i nie dać mu prawa wglądu, żeby zobaczył, czy faktycznie praca jest taka beznadziejna, czy ocena wynika z tendencyjności oceniającego.

I secundo - mój blog był jednym z pierwszych na blog.pl, na których AdTaily zaistniało.

Ba, został wspomniany w notce blog.pl dotyczącej nowego systemu reklamy na blogach, jako przykład zastosowania. A nie lubię być zamieszana w sytuacje takie jak ta – niejasne, pokazujące jednej ze stron gdzie jest jej miejsce i gdzie może sobie swoje żale wsadzić. Mail z odpowiedzią na moje zapytanie był niechybnie szablonem, kopiuj-wklej i sprawa załatwiona.

Cały przypadek AdTaily pokazuje, do czego prowadzi polityka mająca na celu wyciśnięcie strony umowy jak przysłowiową gąbkę. 30 zł tu, 50 tam, 200 gdzie indziej i już się wynik finansowy poprawia, można iść na giełdę.

A że efekt krótkotrwały – bo ludzie rezygnują ze współpracy, a smród po Internecie się ciągnie, jak Internet długi i szeroki? Cóż, jak mawiał McGywer – każdej akcji towarzyszy reakcja.

Tak więc – koniec z AdTaily. I tu, i na teracotta.pl. Będzie przejrzyściej, nikt nie będzie mnie w trąbę robić.

Wussup, wiem, że pocieszenie marne, ale może będziesz częściej tu wpadał, jak ci nie będzie za dużo po oczach mrygać. :)

 

A dla tych, których AdTaily zrobiło w bambuko – zapraszam tutaj.

Na hasło ADTAILY [adres strony]  – 10% rabatu na usługi :)

Cała oferta.

Ulotki, bannery, plakaty, wizytówki.

Z projektem lub bez.

Wyślij zapytanie, co potrzebujesz, i dopiero po wycenie podaj hasło rabatowe.

Żeby nie było, że kolejne bambuko. :)

15 stron świata*

Jak ktoś zapyta o znanych i cenionych przedstawicieli polskiej muzyki elektronicznej to kogo wymienicie? Fisza, Jacaszka, Cezika?

A jest jeden taki, rocznik ’32, który to wszystko zaczął.

Wiecie, kto to Eugeniusz Rudnik? Jeśli kliknęliście w link to wiecie, jeśli nie, to kliknijcie. Kompozytor, reżyser dźwięku, pionier muzyki elektronicznej i elektroakustycznej w Polsce.

Ostatnio, na festiwalu Soundedit uhonorowany nagrodą Człowieka Ze Złotym Uchem.

Poza tym – ukochany Tatuś mojej znajomej, Kamisi.

Co w związku z tym? Otóż Bank Millenium zorganizował konkurs, w którym udział bierze udział dokument o Panu Eugeniuszu. W reżyserii Zuzanny Solakiewicz. Wygraną w konkursie jest możliwość nagrania filmu konkursowego na taśmie 16mm, co normalnie jest bardzo drogie. Pan Eugeniusz zasłużył niebywale na taką formę ekspresji.Film nosi tytuł 15 stron świata.

Głosowanie jest proste – codziennie można oddać jeden głos na film, aż do końca grudnia. Głosowanie nie wiąże się z jakąkolwiek rejestracją, wystarczy jeden klik przy porannej kawie czy herbacie.

I tak. Głosy można oddawać tutaj. Na każdy z trzech fragmentów. Czyli trzy głosy dziennie!

Facebookowe wydarzenie związane z głosowaniem – tutaj.

Fanpage filmiku – tutaj.

Na tę okazję mam slogan z linkiem.

ZACZNIJ DZIEŃ DOBRY, KLIKNIJ EUGENIUSZA

Zastanawiam się*

Tym razem prozaicznie całkiem.

Czy bloga nie przenieść na swoją domenę? Niestety, ale serwis blog.pl po przejściu na wordpressa… no co tu dużo mówić, jest gorzej, mimo, że samego WordPressa bardzo cenię.

Brak możliwości zaawansowanej edycji, opcje eksportu też pominięto (chyba, żeby masowo ludzie nie zaczęli odpływać), mimo, że w innych serwisach blogowych jest. Nie wspomnę już o spamie, w ilości kilkudziesięciu-kilkuset wiadomości, z którym przychodzi mi co i rusz walczyć.

Prawda jest taka, że jeśli serwis nie dba o użytkowników, to tak czy siak odejdą. A zakładanie że zjawisko inercji (prostota w zakładaniu bloga i mnożenie problemów przy próbach rezygnacji; chwyt kablówek i operatorów telefoniczych) wystarczy, żeby ludzi  zatrzymać – błąd.

Jedna grupa zostanie, druga porzuci bloga, trzecia odejdzie. Zostanie mnie mierzi, porzucenie nie wchodzi w grę, zatem… trzecia opcja?

Teraz rozważam tylko – jak? Czy po prostu zostawić tu odnośnik do nowego bloga i powtarzać go wystarczająco często, aby już zapisana treść nie zniknęła? Znacznie się zmieniłam od czasu jego założenia, i myślę, że część historii nie wnosi nic do przyszłości, nic, o czym ktokolwiek musiałby czytać. Na mnie wywarła wpływ, zanim cokolwiek tu napisałam. Na innych nie wywrze takiego wrażenia, więc po co mnożyć litery.

A może sukcesywnie kopiować co ważniejsze posty na nową, niezależną platformę?

Pomyślę. Ktoś wie, jak to w miarę bezboleśnie przeprowadzić?

Póki co znikam. Za pół godziny zaczynam zajęcia, a jestem w proszku :) 10 godzin z rysunkiem, pracownia reklamy, historia sztuki i reklamy… szczęśliwie – z genialną Panią Beatką :)

Udanej niedzieli!